czwartek, 7 lipca 2011

You'll gonna sweep for me czyli 'Lśnienie' w warunkach alaskańskich.

Mały update: Pogoda w dniu naszego wyjazdu zrobiła się jednak bardzo ładna i bardzo gorąca. No właśnie, tylko nie do końca można to nazwać dniem wyjazdu. Bo jednak nigdzie nie wyjechaliśmy. Po zjedzeniu obiadu i załatwieniu ostatnich spraw zrobiła się 15. Niby do zmroku jeszcze ponad 9 godzin, ale nie chce nam się iść z buta przez całe Anchorage, a brać autobusu za 15$/os też nie bardzo.

Do obiadu - wykwintnego spagetthi z Walmartu - dosiada się jak zwykle Jennifer pytając czy może trochę zjeść i chwaląc, że robię obiady w 'american way. just like us'. Co chyba dla Europejczyka nie jest komplementem.

W każdym razie Maciek coś wcześniej napomknął, że Jenn mówiła coś o tym żebyśmy zostali jeszcze jedną noc. Gdy Maciek niepostrzeżenie wychodzi na chwilę na zewnątrz ja siadam obok Jenn zajadającej nasze resztki i z przewodnikiem w ręku kręcę głową jak już jest późno. Ona stwierdza na to: no tak bo powinniście pojechać z samego rana. Ja: tak wiem, ale już jest za późno a nie mamy już pieniędzy, żeby zostać tu kolejną noc. Na co Jennifer: "Ok, You'll sweep for me and You can stay". Propozycja brzmi nieźle tylko co to jest to całe "sweep"...? Po krótkim tłumaczeniu okazuje się, że mamy zamieść parking o powierzchni 1050m kwadratowych i możemy nocować w dormitorium. Ja w damskim, Maciek w męskim. Prawie jak 'Lśnienie' - praca w hotelu za nocleg. (Oby tylko Maciek nie gonił mnie potem z piłą, bo siekiery na szczęście nie mamy;p) Więc po ciężkiej pracy
praca praca

:)

żeby nie było - oboje pracowaliśmy ;)


Dostajemy kluczyki do naszych dormitoriów. Mamy się położyć wcześnie żeby o 6 rano opuścić pokoje i żeby nas nie było. Ale jakiś czas później okazuje się, że w sumie to w ogóle Jennifer przyjedzie po nas o 9 rano i wyrzuci nas na wylotówkę, więc ogólnie jest super. W ten sposób pierwszą pracę (o równowartości 40$) mamy za sobą. Jeden dzień dłużej pod dachem. A jutro jak zaczniemy stopować z samego rana to bez problemu dotrzemy do naszego parku, albo gdziekolwiek indziej w sumie gdzie da się rozstawić namiot.
Słowem jest radość.

3 komentarze:

  1. O! To jak wrócisz, to zastąpisz Aleksandra! Trochę więcej pracy, ale do tego mieszkanie! Buziaki! M.S.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam uważnie, czasem się usmiecham... tyż, kciuki trzymam baardzo mocno
    KCH

    OdpowiedzUsuń
  3. Aha! Przypomniało mi się, że nic dziwnego, ze nie widzieliście tej wielkiej baby, bo on jest widoczna tylko ze statku, jak się wpływa do NY, lub jak się płynie na wyspę New Jersey. Buziaki, M.S.

    OdpowiedzUsuń